PRZEPRASZAM!!! Przepraszam za brak rozdziałów. Nie mam dostępu do internetu, ale się staram. Nie wiem jednak czy ktoś czyta. Proszę o komentarze.
************************************
* Oczami Rebecy*
Byliśmy na zakupach. Ja kupiłam to to. Harry'ego udało mi się namówić na to. Po odwiedzeniu ogromnej ilości sklepów poszliśmy do Starbucksa. Zę Stylesem naprawdę można się dogadać. Jest świetny. Niestety posiedzieliśmy może pół godziny, a potem do lokalu przyszła dwójka policjantów. Pewnie przyszli się tylko napić, ale wyszliśmy z lokalu dla bezpieczeństwa.
- Jednak te zakupy to był mega pomysł. - stwierdził Harry gdy wysiedliśmy z samochodu.
- Masz rację. Było świetnie. - powiedziałam przypominając sobie jak Harry zachowując się jak prawdziwy krytyk mody dobierał mi ubrania.
- Hej!! Wróciliśmy!! - zawołałam wchodząc do mieszkania. Odpowiedziały mi okrzyki "siema" z salonu. Odłożyłam swoje torby obok kurtek, ściągnęłam buty, czapkę i okulary, a potem weszłam do salonu.
- Gdzie Zayn?? - zapytałam.
- U siebie w pokoju. Ty masz pokój na przeciwko Hazzy. Ja i Niall zdobyliśmy większość twoich rzeczy, bo i tak policja miała jest przeszukać. Uratowalismy dwie pary butów, kilka koszulek, dwie pary dresów, jakieś cztery pary rurek, dwie czapki, laptopa, telefon, słuchawki, jakieś twoje zeszyty, torebkę i plecak. Poprosiłem moją dziewczynę, żeby kupiła ci parę drobiazgów, jakieś kosmetyki, babskie rzeczy, pościel no i ogólnie jakieś rzeczy. Poukładała ci tam i wyszła jakieś 10 minut temu. - tego wszystkiego dowiedziałam się od Liama ponieważ chwilowo nie grał na konsoli.
- W co gracie?? - zapytał Harry i dołączył do watachy.
- Ja idę na górę. - powiedziałam i wróciłam się po torby, a potem poszłam na piętro. Szukałam pokoju Zayna. Na różnych drzwiach pisały różne rzeczy. Od razu rozpoznałam pokój Nialla. Był obklejony naklejkami z żarciem i śmiesznymi tekstami. Jedyne czyste drzwi należały chyba do Liama. Pokój Louisa miał ciemne drzwi w paski z naklejką "Don't Touch". Naprzeciwko były drzwi z naklejką marihuany i naklejką że śmiesznymi memami. To pokój Zayna na 96 %. Zapukałam.
- Nie czaić mi się pod drzwiami bo zastrzelę! - usłyszałam głos mojego brata. Weszłam do jego sypialni. Ładna.
- O, hej młoda. Widzę, że byłaś na tych zakupach
Chłopcy odzyskali niektóre twoje rzeczy i trochę kasy. Dodałem ją do sejfu razem z pieniędzmi, które masz odkladane od sierocińca. Razem masz około 30 tysięcy funtów. - powiedział odrywając wzrok od laptopa. Dam głowę, że nie sprawdzał facebooka tylko jakieś bazy danych.
- Ok. Potem coś się wymyśli. A ty jak się czujesz? - zapytałam.
- Dużo lepiej. Rana nie była bardzo głęboka. Szybko się zagoi. Teraz szukam szczegółowych informacji o pewnym kartelu narkotykowym. Zajmuję się nim Taylor Darwin. Pamiętasz go nie?? Zwykły złodziej i skurwiel. Niestety ma o nas za dużo informacji i trzeba z nim porozmawiać. - powiedział Zayn.
- Jeśli Alec go znajdzie to może się to źle skończyć. Ten pierdolony sukinsyn leci na kasę jak dziwka. FBI pewnie będzie skorę mu sporo zapłacić po czym i tak go wykończą. W końcu to jeden z najbardziej znanych ćpunów w kraju. - stwierdziłam.
- Tak. Za miesiąc organizuje wyścig. Wielki wyścig w Los Angeles. Będą tłumy. Ćpunów, gangsterów i tych co lubią ostrą jazdę. Pełno dziwek, towaru i szybkich samochodów. Kto wygra zgarnia 300 tysięcy i dowolny samochód z wyścigu. Jednak nagrodę trzeba odebrać osobiście od Taylora. To jedyna okazja aby się do niego zbliżyć. Jednak wygranie będzie trudne. Ogromna konkurencja z Londynu, Miami, Tokyo i Irlandii. Z samego LA będzie multum osób.
- Gdzie on to zrobi?- zapytałam.
- Na obrzeżach, totalnym pustkowiu na którym można zrobić zajebisty tor. Będzie pewnie zorganizowana afera w mieście, a on na peryferiach zrobi interes roku. - odpowiedział mi brat.
- Jadę. Wygram to.
- Nie pozwolę ci jechać samej. Pojedziemy wszyscy. - zadecydował Zayn. Jeszcze chwilę pogadaliśmy, a potem poszłam do swojego pokoju. Dziewczyna Liama jest genialna. Gust to ona ma. Przebrałam się, wzięłam deskę i zeszłam na dół.
- Wychodzę. - mruknęłam zakładając bluzę i czapkę.
- Gdzie? - oderwał się od gapienia w telewizor Harry i podszedł do mnie.
- Pojeździć. Wrócę za godzinę góra.- odpowiedziałam i wyszłam. Udałam się na opuszczony skate park. Tak dawno nie jeździłam. Jednak nie wypadłam z formy.
- Hej!! Laluniu!! Wyskakuj z ubrania bo chcemy się zabawić. - usłyszałam męski głos. Obróciłam się i zobaczyłam trzech mężczyzn idących w moją stronę. Jeden miał broń. Już sięgnęłam za pasek przy spodniach po broń, ale... jej tam nie było. Nie wzięłam jej. Zapomniałam.
- No co?? Nie słyszysz jak kurwa mówię?! - jeden z nich przystawił mi spluwę do szyi i szarpnął za bluzkę.
- Hej!! Odejdź od niej szmato!! - usłyszałam krzyk, a potem jakiś PRZYSTOJNY chłopak złapał za bluzę mojego oprawcę i wyciągnął broń. Tamci zwiali.
- Dzięki. - powiedziałam, wzięłam deskę i już chciałam odejść, ale chłopak mnie zatrzymał.
- Jestem Alan. Ty jesteś Lexi Malik prawda?? Masz. Zadzwonię. - powiedział, uśmiechnął się, podał ci kartkę z numerem telefonu i odszedł. Zarumieniłam się. Ja się zarumieniłam!!! Zaskoczona poszłam do domu.
Gdy byłam pod drzwiami zauważyłam, że moja koszulka jest poszarpana.
- Zajebiście. - mruknęłam i weszłam do środka.
- Hej chłopcy!! - wydarłam się. Odłożyłam deskę a potem Harry pojawił się w hallu. Chciał coś powiedzieć, ale gdy zobaczył koszulkę zamknął buzię i podszedł do mnie.
- Co ci się stało?? - zapytał.
- Nic. - odpowiedziałam krótko i chciałam odejść, ale zatrzymał mnie.
- Kto ci to zrobił?!
- Poszłam pojeździć. Pewnym osobom zachciało się ze mną zabawić. Nie miałam ze sobą broni. Taki jeden chłopak mi pomógł. Spokojnie!! Przecież nic mi nie jest. - dodałam, bo Harry zacisnął pięści, a jego oczy zrobiły się dwa razy ciemniejszę niż normalnie.
- Czy oni jeszcze są w skateparku?! - chłopak był wkurwiony do granic możliwości. Założył kurtkę i buty. Zareagowałam dopiero gdy ruszył do drzwi.
- Harry!! Nigdzie nie idziesz idioto!! - naparłam rękami na jego klatkę piersiową próbując go zatrzymać.
- Zejdź mi z drogi. - warknął. Wiedząc, że w tym momencie nie zatrzymam go sama pozwoliłam mu wyjść. Żaden z chłopców nie chciał by go tutaj zaciągać siłą, bo są przyjaciółmi. Wpadłam tylko na jeden pomysł. Wyciągnęłam komórkę i zadzwoniłam do Alana.
- Hej Alan tu Lexi. Słuchaj mój przyjaciel dowiedział się o tych kolesiach w skateparku i poszedł ich szukać. Sam nie da rady, a i tak trzyma z moim bratem więc jest na gównianej pozycji z policją. Znajdziesz go?? Błagam. - powiedziałam na jednym wydechu.
- Spokojnie księżniczko. Twój przyjaciel tak?? Jak wygląda i jak ma na imię. Jestem w okolicy i postaram się go znaleźć. - odpowiedział mi Alan.
Jak ja się cieszę, że go poznałam.
- Jezu, dzięki wielkie Alan. Nazywa się Harry, wysoki, ubrany w czarną kurtkę, loki, zielone oczy...
- Dobra, dobra. Wystarczy. Lecę go szukać. Gdzie go przyprowadzić??
- Powiedz mu, że Lexi Malik mówi, że jest dupkiem i ma grzecznie dać się odprowadzić do domu. Poda ci adres. Powodzenia. - powiedziałam.
- Nie martw się. Do zobaczenia. - odpowiedział mi i rozłączył się. Odetchnęłam z ulgą. Ten Alan był świetny. Ruszyłam na górę do pokoju Zayna. Zastałam tam wszystkich oprócz Hazzy. Grali w Fifę rozmawiając o jakości japońskich pistoletów. Ciekawe połączenie. Opadłam na łóżko obok Nialla.
- Co się stało Lexi? - zapytał blondyn. On i Louis akurat nie grali.
- Gdy byłam w skateparku napadło na mnie dwóch gości. Mieli broń i chcieli się zabawić. - w tym momencie Zayn głośno wciągnął powietrze i oderwał się od gry.
- Co?! - Liam też zareagował.
- Nie przerywać. Ja nie miałam broni, ale wtedy pojawił się taki Alan. On ich przegonił. Niestety gdy wróciłam do domu zobaczył mnie Hazz. Dostrzegł moją bluzkę i wyciągnął że mnie całą historię. Nieźle się wkurwił i wyszedł ich szukać. Próbowałam go zatrzymać, ale nie dałam rady. Zadzwoniłam do Alana, bo dał mi swój numer. Teraz on szuka Hazzy. - opowiedziałam im wszystko i opadłam na poduszki. A przynajmniej miałam taki plan, bo i tak źle wymierzyłam i spadłam na Nialla.
- Ał. - już chciał narzekać, że będzie miał siniaki czy coś, ale Zayn mu przerwał.
- Dlaczego nas nie zawołałaś?!
- Ty nie za dużo byś zrobił, tylko Louis wie gdzie jest ten skatepark, a po za tym nie chcecie się z nim szarpać. Poprosiłam więc Alana. Da sobie radę. Jest taki jak trzeba, silny, przystojny, miły...
-Och, zamknij się. Zaraz żygnę. - uciął Niall. Walnęłam go z łokcia.
- Trzeba było tyle nie żreć. - odpowiedziałam opryskliwie i się uśmiechnęłam. Przez godzinę grałam z chłopcami w Fifę (wygrałam z Zaynem i z Liamem, ale przegrałam z Louisem i Niallem). Cały czas martwiłam się o Harry'ego i Alana. Gdy oglądam mecz Louis vs Zayn usłyszałam otwieranie drzwi na dole. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam na dół. W drzwiach zastałam Alana.
- Harry jest w kuchni. Trzeba się nim zająć. - powiedział.
- Dzięki wielkie. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. Jak ja ci się odwdzięczę?
- Możesz mi się odwdzięczyć idąc że mną na randkę w piątek o 18:00. - powiedział i uśmiechnął się. Miał boski uśmiech.
- Chętnie. To o 18:00 u mnie??
- Tak. Będę na czas. Pa. - powiedział i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam w stronę kuchni zła jak kurwa nie wiem co. Już miałam nawrzeszczeć na Harry'ego, ale wtedy go zobaczyłam. Stał na przeciwko mnie obok okna, wkurzony, ale skruszony, z rozciętą wargą i śladami po krwi lecącej z nosa. Miał potargane loki i poranione knykcie.
- Przepraszam Lexi. Wybacz, że musiałaś ściągać swoich przyjaciół, żebym się opanował. Po prostu nie mogłem dać im spokojnie odejść po tym co chcieli ci zrobić. Co prawda pobiłem dość ciężko jednego, ale tamten drugi... - zaczął się tłumaczyć, ale ja po prostu wtuliłam się w niego, a on po chwili zatopił twarz w moich włosach.
- Harry tak bardzo cieszę się, że nic ci nie jest. - powiedział odsuwając się od chłopaka. On uśmiechnął się delikatnie. Wyciągnęłam z szafki obok wodę utlenioną, waciki i bandaże. Zamoczyłam waciki w zwykłej wodzie i zmyłam resztki krwi spod nosa Hazzy.
Potem nalałam trochę wody utlenionej na następny wacik i przemyłam delikatnie ranę na ustach Harry'ego. Syknął z bólu. Uśmiechnęłam się pod nosem i zajęłam się jego knykciami. Były strasznie poranione. Przejechałam delikatnie palcem po nich. To dla mnie. Za mnie. Przemyłam i jedną i drugą dłoń, a potem obandażowałam je. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że Harry ma zamknięte oczy. Jego idealne usta z jedną ranką po prawej stronie tak mnie kusiły. "To mój przyjaciel!! " skarciłam się w myślach. Pozbierałam rzeczy i schowałam do szafki. Gdy się odwróciłam chłopak nadal stał w tej samej pozycji z zamkniętymi oczami. Stanęłam na palcach i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Gdy chłopak otwierał oczy ja szybko uciekłam do swojego pokoju. Co we mnie wstąpiło. Jasne, że mi na nim zależy. To mój przyjaciel. Jasne, że go potrzebuje. To mój przyjaciel. Jasne, że uważam, że jest przystojny. Każda tak uważa. Wiadomo, że nie chcę, aby cierpiał. To mój przyjaciel. Chcę go tylko dla siebie. Mój przyjaciel. Jestem zazdrosna widząc pełne porządania spojrzenia innych kobiet w galerii. Przyjaciel. To tylko... przyjaciel... "Gówno prawda" ohh.. zamknij się sumienie.