Hejo :*
Po długiej przerwie wracam.
Miłego czytania.
..........................................................
Zeszłam razem z Zaynem do salonu.
- Chłopcy!! To jest moja siostra - Lexia. Mówicie do niej Lexi. Jest teraz tak samo ważna w tym gangu jak ja. Może kojarzycie gang Demons??? To ona była jego szefem. Jeden z członków jej gangu - Alec Mason wydał całą resztę. Musimy sprawdzić kto żyje, jak jest ze sprzętem i co zostało z domu Lexi. - powiedział i rzucił na stół pliki kartek. Podeszłam do stołu gdy zobaczyłam swoją twarz na jednym ze zdjęć.
- Masz dane mojego gangu?? - zapytałam zdziwiona.
- Ja je zabrałem z FBI. Zayn prosił. - powiedział blondyn.
- Tak w ogóle to jestem Liam, to Niall, Louis i Harry. - powiedział brunet że strzałkami na ręce.
- Lexi Anabell Malik. W takim razie Niall i Liam pojadą sprawdzić co z tymi osobami - Mark Frow, Suzanne Roves, Rick Martin i Weyn Bolton. Adresy są w folderach. Louis i Zayn pojedziecie sprawdzić resztę, czyli Eric Useto, Alissa Eton, Paul Gwein, George Helts, Naomi Young, Nathan Letss. Ja jadę sprawdzić broń i samochody. - powiedziałam dumna z tego, że nie ryczę w koncie tylko stoję i obmyślam plan.
- A ja?? Niewidzialny jestem?? - no tak. Zapomniałam o Harrym.
- Dobra to pojedziesz ze mną. - powiedziałam zrezygnowana. Miałam nadzieję, że pojadę sama.
- Lexi wybierz sobie jakiś samochód z garażu. - powiedział Zayn. Razem z Harrym poszłam do ich garażu.
- Ile macie aut? - zapytałam.
- Tutaj siedem. W paru innych miejscach jest ich jeszcze trochę i w sumie będzie ich około 60. - powiedział loczek gdy byliśmy już na dole. Wachałam się, ale wybrałam porsche cayman.
- Wsiadaj do cayman'a. Ja prowadzę. - powiedziałam. Chłopak westchnął i zdjął kluczyki z wieszaka przy windzie. Podał mi je i poszedł w stronę pojazdu.
- Czekaj Harry. Broń. Gdzie trzymacie?? - zapytałam. Uświadomiłam sobie jaki błąd bym popełniła nie zabierając broni.
- W magazynie. Chodź. To tamte drzwi. - powiedział i zaprowadził mnie do magazynu. Pomieszczenie było niewielkie. Widać na pierwszy rzut oka, że to tylko podręczny skład broni. Harry wziął dwa glock 19. Podał mi pistolet dla mnie.
- Skąd macie glock'a?? - to dobre pistolety.
- Brazylia. Wcześniej zamawialiśmy z Madrytu, ale zaczęli węszyć. - odpowiedział gdy wsiedliśmy do samochodu. Po dwudziestu minutach jazdy w całkowitej ciszy podjechałam pod hangar z bronią.
- To opuszczona fabryka. W pomieszczeniu gdzie kiedyś był jakiś składzik pewnie na mopy znajduje się przejście do windy. Dwa piętra w dół jest duży magazyn z bronią. Idziemy. - powiedziałam Stylesowi mniej więcej gdzie mamy pójść. Mam nadzieję, że z bronią wszystko w porządku.
- Ktoś miał pilnować magazynu kiedy was dopadli?? - zapytał. Hmmm...
- Rick!! On miał sprawdzać nową dostawę. - powiedziałam i przyspieszyłam. Może Rick Martin jeszcze żyje??
- Uważaj na spadające pręty i patrz po czym chodzisz. - pouczyłam chłopaka. Już prawie byliśmy przy składziku gdy nagle Harry rzucił się na mnie. Wylądowaliśmy kawałek dalej - ja pod nim. Już chciałam go opierdzielić, ale spadający, żelazny drut uświadomił mi, że gdyby nie ten idiota to już bym nie żyła.
- Dzięki. - wymamrotałam. Nie czułam się zbyt komfortowo w tej pozycji. Zielonooki chyba też nie, bo wstał i podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam.
- Ale tutaj jedzie. - twarz chłopaka wykrzywił grymas. Rzeczywiście cuchneło. Ale ten zapach był jakiś dziwny.
- Nigdy tu tak nie jebało. O cholera!! - wydusiłam gdy wsiedliśmy do windy. Im bliżej dołu tym bardziej śmierdziało.
- Kurwa. Mam złe przeczucia. - powiedział Harry. Zaraz potem winda zatrzymała się i drzwi się otworzyły. Odór był nie do zniesienia.
- Niezła miejscówa. Jednak z twojej broni już pożytku nie będzie. - stwierdził Harry gdy zobaczył stos zniszczonych pistoletów i innych dupereli. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zobaczyłam, że na fotelu odwróconym do nas tyłem ktoś siedzi. Rozpoznałam kasztanową czuprynę Ricka.
- Rick!! - wykrzyknęłam. Podbiegłam do fotela i odwróciłam przodem do siebie. Nie tego się spodziewałam. Z sykiem wciągnęłam powietrze. Harry jeknął z odrazy i smrodu. Chwycił mnie za ramię.
- Nie patrz. Chodź już. - wydusił. Ten widok zszokował nawet Stylesa. Na fotelu siedział Rick. Rick z poderżniętym gardłem, wydłubanymi oczami i odciętymi palcami. Jego ciało powoli gniło. Stąd ten smród. Czułam, że żołądek podchodzi mi do gardła. Lubiłam Ricka. Dobrze, że nic nie jadłam, bo pewnie zwymiotowałabym. Zabijałam.
Byłam zimną suką.
Torturowałam.
Ale widok mojego gnijącego przyjaciela, a raczej jego zwłok przyprawiał mnie o dreszcze. Harry pociągnął mnie za sobą. Nie wiem jakim cudem znalazłam się w samochodzie na siedzeniu pasażera z przodu. Widocznie się wyłączyłam.
- Wszystko w porządku Lexi??
- Nic nigdy nie było w porządku, Harry. Jedźmy już. Teraz na Host Street 69A. To mój prywatny magazyn. Nikt o nim nie wiedział. - podałam adres i uchyliłam okno w samochodzie. Czułam się winna śmierci Ricka.
- To tutaj?? Wygląda jak warsztat samochodowy. - Harry zaparkował.
- Bo to jest, warsztat samochodowy debilu. - to miejsce nie było na widoku. Nie wzbudzało podejrzeń i było idealne.
- Mam do niego klucze. Chodź. - powiedziałam i wysiadłam z samochodu. Skierowałam się do dużych drzwi i otworzyłam je kluczem. W warsztacie stało pięć samochodów - czarny Hamer, zielone porsche, niebieski lexus, czerwone bmw i biały jaguar.
- No, no. Niezły składzik. - powiedział z aprobatą Styles. Uśmiechnęłam się tylko i podeszłam do kolejnych drzwi. Nie były zamknięte. Było to wejście do małego pomieszczenia. Miałam tutaj części samochodowe, kilka pistoletów, dwa noże i kluczyki do wszystkich auta.
- Najwidoczniej nadal Alec nie wie o istnieniu tego garażu. Muszę poprosić Zayna, aby przetransportował te samochody. Jedziemy teraz na Totham Street. - powiedziałam. Harry skinął głową i wyszedł z warsztatu. Zamknęłam lokal i wsiadłam do porsche cayman. Harry odpalił silnik i ruszył. Włączyłam radio i usłyszałam fragment komunikatu.
- Wczoraj na Totham Street został wysadzony magazyn z samochodami prawdopodobnie należącymi do jakiegoś gangu... - to był jedyny taki budynek w tej okolicy. Wściekła wyłączyłam urządzenie i zacisnęłam pięści.
- Nie jedziemy na Totham Street prawda?? Więc gdzie teraz?? - zapytał loczek.
- Moje mieszkanie jest wyczyszczone do zera, broń zjebana, samochody wysadzone, Rick nie żyje... jedziemy do was. - zdecydowałam. Harreh zawrócił. Po pół godziny jazdy i słuchania muzyki byliśmy na miejscu. Zobaczyłam czerwonego lexusa, a to oznacza, że Niall i Liam wrócili. Szybko wysiadłam z samochodu i wpadłam jak burza do domu chłopaków.
- Ktoś przeżył?? - zapytałam wbiegającego do salonu. Zaraz za mną pojawił się Harry. Spojrzałam na Liama, a potem na Nialla. Mieli ponure miny. W mieszkaniu nie było nikogo więcej.
- Nikt nie przeżył. Ricka nie znaleźliśmy.
- Jest martwy. Dopadli go w magazynie z bronią. - odpowiedział za mnie Harry. Opadłam na kanapę. Ci wszyscy ludzie. Znalazłam ich. Pracowali dla mnie. Teraz wszyscy nie żyją. Przeze mnie. Co ja teraz zrobię, nic mi nie zostało. To wszystko co osiągnęłam na czarnym rynku...
- A co wy znaleźliście?? - zapytał Niall z ustami pełnymi popcornu.
- Zostało mi jakieś pięć pistoletów. Około 40 aut poszło się jebać. Multum zjebanej broni. Ludzie nie żyją. Mój dom to pewnie ruina. Nic kurwa nie pozostało. Wszystko przez tego pieprzonego Aleca. Chuj jebany cwel. - byłam wściekła. Wstałam i wyszłam z domu. Miałam ochotę coś roztrzaskać. Usłyszałam warkot silnika. Czarne lamborghini Zayna podjechało pod dom. Czekałam, aż Zayn pojawi się w zasięgu mojego wzroku. Czekam i czekam.... co się dzieje?? Wciągnęłam spluwę i powoli ruszyłam w stronę podjazdu. Wyjrzałam zza ogrodzenia. Na podjeździe stało lamborghini Zayna. Louis klęczał obok czegoś. Wyglądał jakby miał się przewrócić.
Wyciągnęłam komórkę, którą miałam w kieszeni. Napisałam sms'a do Hazzy "Szybko na podjazd!!" (tak mam jego numer) i wyszłam z ukrycia.
- Louis??
- Lexi.. Zay.. - wykrztusił chłopak i wstał. Usłyszałam kroki Harry'ego. Spojrzałam na miejsce przy którym wcześniej klęczał Tomlinson.
- Zayn!! - zszokowana podbiegłam do leżącego obok samochodu brata i uklękłam przy nim. Dotknęłam jego szyi by wyczuć puls. Żyje.
- Zayn?? Zayn słyszysz mnie?? - byłam jak sparaliżowana. Obok mnie pojawił się Liam.
- Jest puls? - zapytał szybko i przewrócił Malika na plecy. Pokiwałam głową patrząc się na krwawiącą ranę na brzuchu mojego brata. Niall i Liam podnieśli ostrożnie mulata i wnieśli do domu. Powoli wstałam i zobaczyłam, ze Harry rozmawia z Louisem.
- Louis!! Co mu się stało?! - podbiegłam do nich. Harry złapał mnie za ramię gdy chciałam zmusić Tommo do udzielenia mi odpowiedzi.
- Dopadł nas. Alec. On współpracuje z FBI i CIA. - powiedział powoli Louis.
- Mieliście się nawzajem ubezpieczać!! Jak to jest, że tobie nic nie jest, a on ledwo żyje?! - byłam wkurwiona. Harry mocniej chwycił moje ramię.
- Stchórzyłem. Było ich naprawdę dużo, a do tego FBI. Ja mam dziewczynę. Boję się o Eleanor!! Gdy jeden z nich mnie obezwładnił Zayn go zastrzelił, a ja spieprzyłem do samochodu. - powiedział skruszony. Oj, w dupie mam jego skruchę.
- Co?! - wydusił zaskoczony tym co usłyszał Styles. Puścił mnie, a ja wykorzystałam okazję i skoczyłam na Louisa. Uderzyłam go z pięści w twarz i kopnęłam w brzuch.
- Ty chuju!! Pieprzony egoistyczny...- urwałam raptownie bo poczułam ból i pieczenie prawego policzka. Louis mnie uderzył. Wszystko nagle wróciło. Wspomnienia z sierocinca gdy za każde nieposłuszeństwo dostawałam po twarzy od jednego z opiekunów. To jak mnie dotykali. Cała trauma z lat dzieciństwa. Poczułam na policzkach łzy. Chwiejnym krokiem cofnęłam się do tyłu. Poczułam czyjeś silne ręce, które oplataja mnie abym nie upadła. Dotyk zadziałał na mnie jak strzał z armaty. Wzdrygnęłam się i zaczęłam szarpać.
- Lexi!! Lexi to ja Harry... - Harry. Harry. Harry.
- Harry. Zabierz mnie od niego. - wykrztusiłam. Styles natychmiastowo wykonał moją prośbę delikatnie przytuląc mnie do siebie.
Nim się spostrzegłam byliśmy w kuchni. W domu.
- Lexi? Co się stało?? - zapytał Harry. Patrzyłam w ziemię i zbierałam się do wymyślenia jakiejś bajeczki, aby tylko uciec od prawdy. Niestety. Stało się. Harry delikatnie dotknął mojego podbródka ręką i podniósł moją głowę tak, że patrzyłam mu prosto w oczy. Kurwa. Patrząc w te zielone ślepia zapomniałam jak się nazywam. Czułam, że muszę mu zaufać. Czułam, że mogę mu się zwierzyć. Chłopak nadal intensywnie mi się przyglądał. Cofnęłam się o krok.
- Harry ja... to nie jest takie proste... jestem twarda, ale... kurwa nie potrafię!! - nie umiałam dobrać słów. - Wyduś to z siebie.
- Harry ja gwałtownie zareagowałam. Do tej pory jeśli ktoś mnie uderzył nie reagowałam tak szybko. Ja miałam po prostu trudne dzieciństwo. Jako siedmioletnie dziecko zostałam porzucona przez rodziców. Został mi tylko Zayn. Jednak gdy trafiliśmy do sierocińca... wszystko się zmieniło. Mieszkaliśmy w osobnych budynkach. Widywaliśmy się tylko na posiłkach i czasem w szkole. W domach dziecka hoduje się dzieci jak zwierzęta. Tam nie da się żyć. Ja byłam kiedyś bardzo, bardzo wrażliwa. Byłam takim popychadłem. Byłam bita, dotykana, wyzywana... zgwałcona. Uciekłam i potem znowu zostałam całkiem sama. Życie wychowało mnie na zimną sukę. I taka jestem zazwyczaj. Nie otwieram się przed nikim. Jesteś jedyny przed, którym otworzyłam się całkowicie. Teraz można powiedzieć, że znasz moje imię i historię. Nie spierdol mojego zaufania do ciebie. Już raz zaufałam złej osobie. I skończyło się to śmiercią wszystkiego czego dokonałam. - powiedziałam. Na reszcie wyrzuciłam to z siebie. Spojrzałam na Stylesa. On podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Wbrew sobie wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- Nie zawiodę cię. Nigdy. Zawsze ci pomogę. Od tej pory możesz na mnie liczyć. Ja też nie miałem kolorowo, ale lepiej od ciebie. Teraz nie będziesz już sama. Masz Zayna, mnie, Nialla, Liama i Louisa, który chwilowo jest dupkiem. Stawiam, że za chwilę będzie cię błagał na kolanach o przebaczenie. Teraz chodź zobaczyć co z Malikiem. - powiedział i odsunął się ode mnie. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. Gdy zobaczyłam leżącego na kanapie brata puściłam rękę loczka i podbiegłam do Zayna.
- Zayn?? Jak się czujesz?? - chłopak popatrzył na mnie i blado się uśmiechnął.
- Zajebiście siostra. - parsknęłam śmiechem. Harry też.
- Co się tak właściwie stało?? - zapytał Liam, który właśnie wszedł do pokoju.
- Było ich dużo. FBI, CIA... nie daliśmy sobie rady. - odpowiedział Zayn. Co to, to nie.
- Daliśmy, czy dałem?? Wiemy, że Louis spierdolił. Kłóciłam się z nim o to. Uderzył mnie. - powiedziałam oburzona wersją wydarzeń jaką podał brat.
- Co?! To, to nie tak, że z tchóżył. On ma dziewczynę. Eleanor. Boi się o nią. No, ale tego, że uderzył moją siostrę to mu nie daruje. - powiedział i już chciał poderwać się z kanapy, ale Harry go zatrzymał.
- Ty tu leżysz stary. Nigdzie nie idziesz z tą raną na brzuchu. Niall poszedł po Louisa tak?? Więc Tommo sam tu przyjdzie. - powiedział. W tym samym momencie do salonu wszedł Niall i Louis. Odruchowo trochę się cofnęłam natrafiając na klatkę piersiową Hazzy.
- Louis ty chuju!! Jak mogłeś ją uderzyć?! - odezwał się oburzony Zayn.
- Tak jakoś. - wymamrotał brunet. Harry wyminął mnie i podszedł do Tomlinsona. Zatrzymał się i gdy Lou już otwierał buzię, aby coś powiedzieć Harry zamachnął się i jego pięść wylądowała na szczęce Louisa. Poszkodowany jęknął i zatoczył do tyłu zaskoczony.
- Za co?!
- Za bicie dziewczyn. - odpowiedział mu Harreh.
- Harry wystarczy. Chodź. Muszę jechać na zakupy. Zayn biorę trochę twoich pieniędzy. - powiedziałam i pociągnęłam Harry'ego za sobą.
- Gdzie jedziemy naprawdę?? - zapytał podekscytowany gdy byliśmy w hallu.
- Na zakupy. - odpowiedziałam. Wzięłam z potfelu Zayna, który był w jego kurtce 300 £.
- No to lepiej weź to i to. - powiedział Harry i podał mi okulary i założył czapkę.
- No to idziemy. - powiedziałam. Wyszliśmy razem z mieszkania, ale po pierwszych trzech krokach Harry pobiegł w stronę w miarę nie wyróżniającego się samochodu.
- Ja prowadzę!! - krzyknął i wsiadł do auta. Westchnęłam uśmiechając się pod nosem i wsiadłam od strony pasażera.
Tyle jest tu słodziaków Hazzy :)
sobota, 28 marca 2015
Chapter 2
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wow!! Zajebisty rozdział siostro!! Dajesz nexta bo się doczekać nie mogę!!
OdpowiedzUsuńLove u
Nika <3