Tyle jest tu słodziaków Hazzy :)

niedziela, 22 lutego 2015

Chapter 1

No to stało się :) Chapter pierwszy. Miłego czytania.
Lottie :#
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Siedziałam na komisariacie. Kurwa. Dorwali mnie. W dodatku dorwali mnie przez mojego "przyjaciela". Może jednak opowiem najpierw coś o sobie. Nazywam się Lexia Malik, ale i tak wszyscy mówią na mnie Lexi. Mam 19 lat i mieszkam sama. Teoretycznie. Moi rodzice zostawili mnie i mojego brata gdy miałam siedem lat, a Zayn - mój brat 9 lat. Oddali nas do domu dziecka. I ja i mój brat od najmłodszych lat sprawialiśmy problemy. Gdy miałam 15 lat zwiałam razem z Zaynem. Potem mój brat wciągnął się w czarny biznes, a ja zostałam na lodzie. Teraz jednak wszyscy mnie znają. Głównie za wyścigi, zabójstwa, handel narkotykami i bronią  itp. Nikt jednak nie może mnie złapać. Jestem jak cień. Szybka, zdecydowana, groźna, nieobliczalna, uparta i pewna siebie. Mam swoich ludzi, ale nie darzę ich jakoś szczególnie zaufaniem. Płacę im. Tyle powinno wystarczyć. Dopuściłam do siebie tylko jego. Alec miał ostatnio problemy z glinami więc mnie wydał. Tyle obietnic poszło się jebać. Jednak ja nie płaczę. Co to, to nie. Zrobił tak, a nie inaczej. Niech idzie się jebać. Dzisiaj nie wyjdę tak szybko. Złapali nas wszystkich.
- Panna Lexia Malik. Nieuchwytna, a jednak. Nie próbuj się nawet bronić. Mamy dowody. Odpowiedź mi tylko na te pytania i będziesz mogła wypierdalać do celi. Skąd miałaś broń?? - wkurwiający, stary, wyliniały, pierdolony dupek.
- Wsadź sobie chuja w dupę jak nie masz co robić. Lepiej wyjdź, bo mi tlen zabierasz. Po za tym nie trawię glin pedale. - odpowiedziałam z perfidnym uśmiechem.
- Kto zlecał zabójstwa?? - kontynuował cały czerwony.
- Teletubisie kurwa. Nie zadawaj głupich pytań, bo i tak ci nie odpowiem. - chyba go wkurwiłam, bo trzasnął dłonią o stół.
- Słuchaj gówniaro. Jestem detektywem i komisarzem FBI. Mogę z tobą zrobić co zechcę.
- Pieprz się. - odwarknęłam. Podniósł rękę, zamachnął się i strzelił mnie w twarz. Syknęłam z bólu.
- Zrób to jeszcze raz, a odstrzelę ci głowę kutasiarzu pierdolony. - za nami ktoś stał i najwidoczniej mierzył pistoletem w detektywa. Ten głos poznałabym wszędzie.
- Zayn...
- Teraz ty pedale ręce do góry. Lexi, chodź tutaj. - warknął na policjanta. Wstałam i podeszłam do niego tyłem, aby mieć oko na gliniarza.
- Nikt nie będzie bił mojej siostry. - powiedział i strzelił mu w sam środek czoła. Był dobry, bardzo dobry w tym co robił. Gdy cztery lata temu mnie zostawił byłam na niego wściekła. Potem jednak dowiedziałam się co robi. Dowiedziałam się, że zabija, ściga się i dilluje. Przesyłał mi pieniądze. Dowiadywał się od ludzi co ze mną. Robił to by mnie chronić. Jednak nie miał pojęcia, że siedziałam już w tym bagnie na krótko przed jego odejściem. Gdy usłyszał słowa "Lexi Lions może nie długo wybić Malika z czarnego rynku" wiedział o kogo chodzi. Tak. Mój pseudonim. Ja i on jesteśmy jednymi z najgroźniejszych osób w UK. Ja gang Demons, a on Evil. Gdy odkrył prawdę zadzwonił do mnie. Ten jeden raz, aby się na mnie wydrzeć i wypomnieć, że musiał zostawić jedyną rodzinę czyli ukochaną siostrę, aby ją chronić, a ona sama się wpierdala w takie życie. To był nasz ostatni kontakt.
- Wróciłeś... - wyszeptałam na tyle głośno, aby usłyszał.
- Dla ciebie. - w tym momencie do sali przesłuchań wpadła czwórka chłopaków z bronią.
- Wszyscy wąchają kwiatki od spodu. - powiedział brunet ze strzałkami na ręce.
- Wybiliście cały oddział?? - zapytałam z uśmiechem.
- Zgadza się. - odpowiedział mi blondyn.
- No widzę braciszku, że czegoś się nauczyłeś. - po klepałam Zayna po plecach.
- Braciszku??!! - zdziwił się chłopak w lokach. Był przystojny i seksowny. Miał zielone oczy, dołeczki, loki i seksowne ciało. No, no.
- Tak. Poznajcie moją siostrę. Lexia jak ty się tu znalazłaś?? - zapytał mój brat.
- Alec mnie wydał. Cała grupa nie żyje. Zaatakowali nas gdy jedliśmy pizzę u mnie w mieszkaniu. Powiedział im, a ja mu ufałam. Jemu jedynemu. - powiedziałam i nagle przytłoczyła mnie bezsilność i smutek. Co ja teraz zrobię?? Zero broni, aut, kasy, ludzi...
- Alec?! Przecież był naszym przyjacielem. No, a co z Maxem?? Ma dopiero 14 lat. Alec na pewno się nim nie zajmie. - wywnioskował Zayn. Max!! Jezu!! To przyszywany brat Aleca. Al go nienawidzi. Max jest już martwy, albo ściga go FBI. Lub nawet sam Alec!! Kocham go jak młodszego brata. Nie pozwolę mu umrzeć.
- Matko, Max!! Muszę go znaleźć!! - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Zatrzymał mnie lokaty.
- Nigdzie nie idziesz. Jesteś podobno ważna, a ja nie po to brudziłem sobie ręce... - zaczął, ale ja wykręciłam mu rękę kopnęłam w goleń, dałam z łokcia w brzuch, powaliłam na plecy i usiadłam na nim okrakiem.
- No widzisz. Nie każdy jest taki zajebisty jak ja.- powiedziałam i wyciągnęłam jego broń i zapasowy magazynek. Wstałam, otrzepałam się z niewidzialnego kurzu i szybko puściłam się pędem przez drzwi do wyjścia. Wiem, że mnie gonią, ale gdy wsiądę do samochodu tylko Zayn może mnie znaleźć.
Pędziłam przez policyjny parking. Zmierzałam do swojego samochodu. Miałam nadzieję, że kluczyki są w stacyjce. 
- Lexi!! - usłyszałam nawoływanie Malika. Przyspieszyłam i zobaczyłam swój samochód. Otworzyłam drzwi i dosłownie wpadłam do auta. Kluczyki... są!! Odpaliłam i ruszyłam z piskiem opon wymijając chłopaków. Max, wytrzymaj. 
* Oczami Zayna *
Gdy dostałem informację o tym, że Lexia została złapana wsiadłem do samochodu i bez wsparcia ruszyłem do siedziby FBI. Zadzwoniłem tylko do Harry'ego powiedzieć mu, że pomoc jest kurewsko potrzebna. Jezu jak Alec mógł ją zdradzić?? Był naszym przyjacielem. No, a Max?? To niewinny dzieciak. Wychowywał się bez rodziców. Ci którzy go adoptowali zmarli dwa lata później, a Max został pod opieką Aleca. Tyle, że Al go nienawidzi.
- Ruszać dupy!! - wykrzyknąłem. Wpadłem do swojego porsche razem z Harrym. Lou, Li i Niall pojechali Range Roverem. 
- Spokojnie. Zaraz ją złapiemy. To dziewczyna i nie ujedzie nawet kilometra. - powiedział Harry gdy ruszyłem paląc gumy.
- To moja siostra i jeździ szybciej ode mnie i od ciebie. - powiedziałem i przyspieszyłem. Pewnie pojedzie do domu chłopaków. 
- Harry sprawdź najszybszą drogę na Frest Street 60. To daleko, a jej nie dogonię. - poprosiłem loczka. Hazza wziął nawigację i zaczął szukać drogi. - Na najbliższym zakręcie skręcasz w prawo. Jedziesz cały czas prosto. Potem przez pół kilometra pod prąd. Potem zostaje ci prosty odcinek drogi do pokonania. - powiedział. Zwiększyłem obroty. Jadę Max. Wytrzymaj. 
* Oczami Lexi *
Szybciej kurwa. Został mi jakiś kilometr. Mogłam jechać na skróty. Kurwa zapomniałam. W oddali zobaczyłam dom Maxa. Przyspieszyłam po kilkunastu sekundach z piskiem opon zatrzymałam się przed budynkiem. Wybiegłam jak oparzona. Drzwi były uchylone. Weszłam do środka. 
- Max!! Max!!! Max to ja Lexi!!! Max!! - wrzeszczałam. Usłyszałam zduszony, słaby krzyk: 
- Tutaj.. - znalazłam. Pobiegłam w stronę salonu. Na podłodze leżał Max. Miał ranę na brzuchu.
- Max!! - opadłam na kolana obok chłopaka. Miał głęboką ranę na brzuchu. Na czole błyszczały kropelki potu, ale był blady. Nie zdolny do życia. 
- Mój boże. Maxi...co się stało? - byłam zdruzgotana. Do oczu cisnęły mi się łzy. 
- Alec... przyszedł..i.. strzelił.. powiedział... że.. jestem.. nikim... - czternastolatek ledwo oddychał i bardzo ciężko mu się mówiło. 
- Csiii... Max. Wszystko będzie dobrze. Wytrzymaj. Sprowadzę pomóc. Kocham cię jak młodszego brata. Nie zostawiaj mnie Max. Dasz radę. - mówiłam rozpaczliwie. Wokół chłopaka było mnóstwo krwi. On musi przeżyć. 
- Lexi!!!! Max!!! - to Zayn. 
- Tutaj!! - odkrzyknęłam. Odgarnęłam włosy Maxa z jego czoła. 
- Boże. Max. - usłyszałam załamanego Zayna. Max przymykał oczy. 
- Max!!! Max!! Max obudź się!! Zayn!! Zrób coś!! Max!! Wstawaj!! Nie zamykaj oczu!! Maxi!!! Max!! - płakałam. Po raz pierwszy od trzech lat. Głowa i ręce Maxa bezwładnie opadły. 
- Nie!!! Max!! Ty żyjesz!! Musisz!! Max!! - Zayn chwycił mnie za ramiona i pociągnął do góry. Przyciągnął mnie do siebie i głaskał po włosach. Ja wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową i płakałam. Max... 
- Zaraz będzie tu policja. Max nie chciał by, alby cię dorwali. Chodźcie. - powiedział Zayn. Miał mokre oczy. Dla niego to też było za dużo. Nie ruszyłam się z miejsca patrząc na ciało. Przede mną stanął lokaty.  Chwycił mnie za rękę, przyciągnął do siebie i wywlókł na powietrze. 
- Dziękuję. 
- Nie masz za co. Nie chciałem żebyś patrzyła na tego chłopaka. 
- Dlaczego?? - nie rozumiałam dlaczego jest taki opiekuńczy. 
- Nie wiem. - odpowiedział gdy byliśmy już na zewnątrz. Zobaczyłam Zayna, który stał przy porsche i...płakał. 
- Zayn. On nie żyje. - powiedział wtulając się w Malika. 
- Wiem. Jedziesz z nami. Wchodź. - powiedział ocierając łzy. Wsiadł że strony kierowcy. Ledwo trzymając się na nogach skierowałam się do drzwi z tyłu. Byłam w takim szoku, że myślałam tylko o tym, że zaraz zemdleję. Gdy obraz zaczął mi się zamazywać poczułam, że ktoś mnie podtrzymuje i prowadzi do samochodu. Potem widziałam już tylko ciemność i zielone oczy pewnego bruneta. 
*
- Lexi, Lexi obudź się. - słyszałam mojego brata. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam Zayna siedzącego obok mnie. Leżałam na łóżku w jakimś pokoju. Usiadłam i zapytałam się Malika
- Co się stało i gdzie ja jestem?
- Byliśmy u Aleca. Max... nie żyje. Zemdlałaś więc zabraliśmy cię do mnie. - kurwa. Max. Myślałam, że to jakiś koszmar. Zapomniałam, że life is brutal. 
- Zayn ja nie chcę prosić cię o pomoc, ale nie mam gdzie się podziać. I muszę dorwać Aleca. - powiedziałam. 
- Zostaniesz u nas. To też twój dom. Pomogę ci dorwać tego skurwiela. - zadeklarował Zayn. 
Alec, jesteś już martwy. 

3 komentarze:

  1. Jak zwykle zajebiście piszesz. Oddaj mi trochę talentu, pliss. Dawaj szybko nexta bo się nie mogę doczekać!!
    Loffciam <3
    Nika :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwwwwwwwwwwwwww dzięki Nika :) Ty też masz mega talent :)

      Usuń
    2. Mój talent nie można porównywać z twoim <3

      Usuń